A jednak się da….


Dziś opiszę 2 sytuacje – z pozoru śmieszne, a generalnie innym nie do śmiechu.

Sytuacja 1 – zmiana umowy prywatnej.

Mając starą umowę, wolny internet zadzwoniłem do operatora. Po dłuższej rozmowie, przedstawieniu oczekiwań dogadaliśmy się. Przyszedł monter, pozmieniał urządzenia i niby ok. Zdziwił mnie fakt że nie zabrał jednego starego urządzenia. Net działał ale nie miałem adresu publicznego, który był mi potrzebny do dostania się z zewnątrz do mojej sieci. Po 2 miesiącach okazało się że faktycznie nie zdjęli, to poszło szybko. Kolejna sprawa modem i tu zaczęły się schody. Po 20 minutach czekania trafiłem na technika. Po opisaniu sprawy pan stwierdził że mnie przełączy. Po kolejnych 20 minutach wróciłem do tego samego pana. Po stwierdzeniu że jestem cierpliwy ale nie aż tak by znów mnie przełączał, okazało się że mógł pomóc – modem nie był skonfigurowany poprawnie /tryb open zamiast bridge/.

A jednak da się …

Sytuacja 2 – zmiana starej umowy klienta u tego samego operatora.

Niby wszystko OK. Przyszedł technik, założył światłowód i śmiga. Szybsza prędkość, ogólnie ok. I nagle okazuje się że maszyna skanuje ale nie wysyła skanu na e-mail. Rozwiązanie problemu szło dwutorowo – operator i dostawca urządzenia /który odniosłem wrażenie nie za bardzo był skory do pomocy, czy też wizyty u klienta/. Zonk się zaczął jak operator stwierdził, że nie da się jego modemu przestawić w tryb „przezroczysty” bo mamy tylko jeden adres IP. Zaproponowano wymianę modemu. Pani na infolinii poradziła by pozbawić firmę internetu, wziąć modem pod pachę i wymienić w salonie. Skończyło się na odpłatnej wizycie technika który przyszedł do „niedziałającego” światłowodu. Zmienił modem – sytuacja bez zmian.

Łaskawie pojawił się po ponad tygodniu dostawca urządzenia – przestawił port wysyłki w trybie serwisowym i cud – urządzenie działa

A jednak da się …

Wystarczyłoby zwykłe ludzkie podejście do tematu a artykuł by nie powstał, ale co ja tam wiem.

Obyśmy zdrowi i cierpliwi byli.